[Miljenko Jergović, Ruta Tannenbaum, przeł. Magdalena Petryńska, Wyd. Czarne, Wołowiec 2008, s. 43-44]
[Miljenko Jergović, Ruta Tannenbaum, przeł. Magdalena Petryńska, Wyd. Czarne, Wołowiec 2008, s. 43-44]
Zasmarkany chłopiec biegnie w moją stronę. W rączce trzyma kondom
napęczniały od wody. Niezbyt celnie rzuca w moją stronę. Wszystkie
alternatywne sytuacje przyjmuję jako znak... Teraz
mogę iść dalej- więc wzdłuż krawężnika idę, w stronę osiedla mało
nasłonecznionego... Przypomina mi się nauczycielka francuskiego
z dwójką dzieci na karku i po stracie męża. Ona też dała się nabrać
na moją uczciwość i dobre zamiary, a mojej wtedy dorocie powiedziała
„dobry wybór mała”. Nie za bardzo zrozumiałem o co chodzi,
bo o seks wtedy nie chodziło-. Przeważały nieśmiałe rozmowy o tym
co w nas.
2.
Za rogiem tej samej ulicy – już nie słońce, nie cień nawet- coś
jakby wisi... Powietrze jest marne: wysokie stężenie tlenku azotu i
zwęglonych kotletów sąsiadki z trzeciego. Jestem już
jakby u siebie, choć wiem, że nigdy nie będę... Zaparzam
kolejną herbatę, ścieram ze stołu rozlane mleko... W radiu
jakaś amerykanka pyta czy pójdę się z nią pieprzyć—
ten utwór ma w sobie coś z jazzu-- ... nie, chyba nie,
muszę to mleko zetrzeć... za oknem łopiany,
zasypiam.
Czytam ksiązki z kolekcji Gazety Wyborczej XX wiek. Klasyka o której każdy choćby słyszał, wieć tytułów przytaczać nie będe.
Kończę też autobiografię Maradony - napisane troche chaotycznie, momentami bardzo ciekawe, szybko się czyta.
[anika na Forum Kibiców Wisły Kraków: tutaj]
Jego ulubione danie to owoce morza, w szczególności krewetki, langusty i homary. Jeżeli chodzi o muzykę, słucha tego, co akurat wpadnie mu w ucho. Bardzo lubi Johna Bon Jovi, a spośród muzyki klasycznej jego faworytem jest Antonio Vivaldi. Poza tym bardzo lubi czytać książki, najbardziej te napisane przez Dana Browna, Paulo Coelho, Mario Puzo i Harlana Cobena. Jego ulubione to "Alchemik" i "Głupcy umierają". Najchętniej ogląda film "Braveheart - Waleczne Serce". Jednak jego największym hobby są wina, które leżakują w jego domu w 200 butelkach. Miłość do nich zaszczepił w nim teść. Idolami Radka są Michael Jordan i Thierry Henry. Matusiak bardzo lubi grę na giełdzie i po zakończeniu kariery piłkarskiej chce zostać ekonomistą.
[Życiorys Radosława Matusiaka za: blog Prywatne życie piłkarzy: tutaj]
Piotr Zaremba przysłał mi kiedyś SMS, że jest w "Dzień dobry TVN", a z nim czipendelsi i Wiesław Myśliwski.
Tak to działa.
Prowadziłeś uroczystość grabarzy?
Nie, ale kolega był na otwarciu spalarni śmieci. Wstęgę przecinał premier Buzek. Teraz modna jest resocjalizacja przez sztukę, stąd popularność występów w więzieniach. Na jeden z nich zaproszono pewnego aktora dramatycznego z monodramem. Po kilku minutach wstał jeden z więźniów i powiedział donośnym głosem: "Proszę mnie natychmiast zaprowadzić do celi".
Miałeś takie recenzje?
Takie nie, ale kiedyś podeszła do mnie pewna pani i powiedziała: "Boże, pan jest taki śmieszny jak pies".
Ale to była aprobata.
Innym razem firma farmaceutyczna wynajęła mnie i kilka innych osób na cykl występów dla kardiochirurgów. Przed jednym z nich, w Wiśle, organizatorka powiadomiła nas, że występ odwołano. Okazało się, że zadzwonił do niej jeden z lekarzy reprezentujący kolegów i spytał, kto będzie występował. Powiedziano mu, więc spytał jeszcze, ile wynoszą nasze honoraria. Tego się nie dowiedział, ale niezrażony zaproponował, by odwołać artystów i za wszystko kupić im wódki.
Kardiochirurg potrafi.
Przynajmniej ma w środowisku taką opinię. Prowadziłem też imprezę plenerową, której konkurencją było rozłożone obok wesołe miasteczko. I w czasie przerw przeszedłem się tam i zobaczyłem napis na kasie: "Podczas występu artystów karuzela gratis".
Takie napisy to dopiero twórczość! Na klatce schodowej u mojej teściowej wisiało: "Prosimy nie wpuszczać obcych. Bo kradną".
To po twojej wizycie? Ktoś podrzucił mi ogłoszenie z klatki schodowej: "Uprzejmie informujemy, że od dnia 1 lutego będą pobierane opłaty za psy w wysokości 24 złote oraz 12 złotych od emerytów i rencistów". Ciekawe, też czy na zamku w Książu wciąż wisi tablica "Stado ogierów Skarbu Państwa zaprasza"? W Brzezinach, na trasie Warszawa - Łódź jest restauracja reklamująca się tablicą: "Potrawy kuchni orientalnej. Jak u mamy".
To ktoś z twoich stron, ze wschodu.
Jasne, w Sanoku zawsze nosiliśmy sajgonki do szkoły. Z kolei w Bytowie w restauracji jest rewelacyjne menu. Po zupach, daniach głównych i deserach są jeszcze dodatki, a w nich dwie pozycje: zapałki i prezerwatywy.
Musieli ostro zabalować. Bar dworcowy w Tczewie kusił "bułką z grzybem".
To apetyczne. W Krakowie na Grodzkiej wisiało ogłoszenie: "Szukamy chłopaka na kebab".
Wróćmy do reklam.
Mój ulubiony napis w Zgierzu: "J. Słomczewska przyszłość wentylacji". Andrzej Poniedzielski zadumał się nad tym i skwitował: "Nie znam kobiety, ale być może…". Albo zakład pogrzebowy w Sławnie reklamujący się: "Promocja! Do każdego pogrzebu trąbka gratis". Pewnie mają zapisy na trzy lata do przodu. Jeden z hipermarketów miał inną promocję: "Mleko UHT 2%. Weź 10, zapłać za 12".
Kupiłeś?
Nie, poszedłem tam do pracy. Poszukiwali rzeźnika. "Oferujemy: atrakcyjne wynagrodzenie, system szkoleń, możliwość rozwoju zawodowego, ciekawą i odpowiedzialną pracę w miłej atmosferze".
A propos napisów. W toalecie kawiarni, w której siedzimy, można przeczytać: "Prosimy nie wrzucać ręczników do toalety. Prosimy wrzucać je do kosza. Jak na wczasach we Włoszech".
Serio?
Idź sprawdź.
Skoro już na taki poziom zszedłeś, to dostałem kiedyś metkę "Toilet paper professional". A przed jedną z toalet w Warszawie jest piękny napis: "Damska. Wejście przez męską". Niezłe są też pozostałości po napisach peerelowskich, jak w Bydgoszczy na fabryce kabli: "Kable zawsze z Partią". Z PRL-em kojarzy mi się piosenka żołnierska, której się nigdy nie uczyłem, ale pamiętam do dziś. "Kiedyś cięły chłopcy nasze: ciach pałaszem, ciach pałaszem, ale teraz to już nie to. Buch rakietą, buch rakietą!".
Czysta poezja.
Po jednym z występów w Kołobrzegu, gdzie o tym opowiadałem, podszedł do mnie starszy pan i powiedział, że on ma to samo, bo jego trzyma się wierszyk zapamiętany w podstawówce: "Trochę bokiem przeszliśmy w pochodzie, do sztandaru wzięto mnie jednego. Mamo, Stalin uśmiechnął się do mnie, a Grześ się sprzecza, że do niego!".
Zmieńmy temat. Jesteś popularny?
Byłem nawet na okładce pewnego pisma - "Farmacja i ja". Zazdrosny Poniedzielski powiedział, że on się nie dziwi, bo wielu osobom w Polsce kojarzę się z bólem.
Ja marzyłem o pracy w "Przeglądzie Cukierniczym".
Też mógłbym tam być recenzentem. I chciałbym tam mieć okładkę. A mogę na koniec coś opowiedzieć o polityce?
Nie. Wystarczy, że występujesz w programie dla moherów a rebours w TVN 24.
To tylko jedna historyjka. W ostatnich wyborach prezydenckich lokalni działacze PiS rozlepiali na własną rękę hasła: "Innych jest wielu, Kaczyński jest jeden".
Muszę, po prostu muszę zadać sakramentalne pytanie: Jakie ma pan plany na przyszłość?
Po południu jadę na Ursynów.
[za: "Chałturzyłem z panienkami", z Arturem Andrusem rozmawia Robert Mazurek, "Dziennik"] {Sorry, że dopiero teraz daję wypiski z tej rozmowy i to jeszcze tyle tego, ale doszedłem do wniosku, że warto przynajmniej te - przyznaję, że obszerne - fragmenty zachować dla potomnych - przyp. GW}
Polacy nie kierują się kategoriami lewica – prawica, czego dowodem było łatwe przejście elektoratu od lewicy do narodowo-socjalnego PiS. Obecnie bardziej prawdopodobny wydaje się ruch odwrotny niż utrzymanie tego elektoratu w kręgu tradycjonalizmu.
Szansą na objęcie w Polsce za kilka lat władzy jest stworzenie jakiejś syntezy społecznej lewicowości z zasadniczą krytyką pookrągłostołowych przemian ustrojowych i gospodarczych, całkowicie je odrzucającą, oraz z przykościelną, generalnie, wrażliwością przeciętnego Polaka (która zresztą nie wyklucza antyklerykalizmu; tyle że ten polski antyklerykalizm, oparty na chłopskiej zawiści o biskupie limuzyny, inny jest zupełnie niż proponowany przez SLD zapateryzm).
[Rafał Ziemkiewicz, Nadchodzi pogoda dla lewicy, "Rzeczpospolita" z 28 października 2008]
Z dość sporą czułością - jak na ciebie - spojrzałeś na "starego Moralesa" - bohatera "Jedenaście", i jego poglądy PiS-owskie. Czyżbyś się robił na starość coraz bardziej konserwatywny?
Ale z drugiej strony wyśmiewam ewolucję jego myślenia, która doprowadziła go do takich poglądów. Więc nie jest to aż takie ciepłe. Z drugiej strony piszę też ciepło, bo znam takich ludzi i czasem ich lubię, choć uważam też, że to myślenie jest obarczone pewnymi skazami i te skazy jednak w powieści obśmiewam. Ale trzeba przyznać, że Morales jest tak pięknie oldschoolowy... O negatywnych postaciach też można ciepło pisać. Tak piszę też o panu Wiesiu, który jest przedstawicielem lewicującej młodzieży, i wśród nielicznych czytelników tej powieści ma już paru fanów…
Bo jest rzeczywiście postacią przecudnej urody. To samo można zresztą powiedzieć o jego poglądach.
No bo Wiesiu jest zlepkiem wszystkich kretynizmów i śmieszności lewicowego sposobu myślenia. Bredzi tak, jak bredzi młodzież i ma takie zainteresowania jak młodzież. On jest taki jak dziennikarze działu kultury w krakowskim dodatku "Gazety Wyborczej". Młodzi ludzie, którzy piszą o młodzieżowych klubach, różnych dziwacznych wystawach w galeriach, młodym teatrze i literaturze (najchętniej tej wydawanej przez wydawnictwo Ha-art.) i każde barachło łykają bezkrytycznie. I oni wygadują właśnie takie rzeczy jak pan Wiesiu, w tej postaci nie ma fikcji.
Jego opowieść o "Tygodniku Powszechnym" jako organie młodej lewicy jest rzeczywiście powalająca…
I co zabawne, w jakimś sensie też prawdziwa. Zetknąłem się z takim myśleniem. Ci młodzi lewicowcy myślą w przekomiczny sposób. Przypominam wszystkim, że jest to pismo, którego przed laty naczelnym był Jerzy Turowicz! Są pewne wartości i byle gnój nie może ich dezawuować.
Pewna młoda dziennikarka przeprowadzała w garderobie wywiad z Andrzejem Poniedzielskim, a że był to grudzień, to spytała, co uważa za swoje największe osiągnięcie w mijającym roku. Andrzej zamilkł, popatrzył na nią, westchnął i powiedział: "Proszę pani, ja w sierpniu z ośmiu metrów trafiłem ogryzkiem w wiadro".
Piękna rzecz, tak trafić.
A wyraz twarzy tej dziennikarki był zjawiskowy. A propos wyrazów twarzy, to przypominam sobie, jak w pewnej telewizji informacyjnej, z którą współpracuję, relacjonowano pierwszy przypadek choroby wściekłych krów w Polsce. I korespondent produkuje się, produkuje, opowiada, a na koniec kompletnie roztargniony i niezainteresowany tym prezenter pyta: "Maćku, a czy możesz jeszcze powiedzieć, o jakie zwierzę chodziło?".
A o jakie?
Odpowiem jak redaktor Maciek [Artur Andrus zaciska zęby i mówi z wściekłością]: - O krowę!
Roztargnienie bywa bolesne w skutkach.
Mistrzostwem była rozmowa pewnej dziennikarki radiowej z Wiesławem Michnikowskim. Aktor dał się namówić na wywiad, a ona zaczyna tak: "W naszym mieście z gościnnymi występami przebywa Edward Dziewoński. Chciałam pana zapytać…". I Michnikowski bez mrugnięcia okiem występował w roli Dziewońskiego, opowiadał, jak to zakładał kabaret "Dudek", grał w "Eroice" i Teatrze Syrena, a na koniec dodał, że chciałby pozdrowić słuchaczy i sprostować, że nie nazywa się Edward Dziewoński, tylko Wiesław… Gołas. To powinno trafić do muzeum dziennikarstwa polskiego.
Obok wywiadu dziennikarki z Bydgoszczy, która postanowiła przygwoździć Jarosława Kaczyńskiego i spytała go na żywo: "Czemu inwigilował pan prawicę?".
Tu ciekawy musiał być wyraz twarzy Kaczyńskiego, bo ona zapewne uważała, że wszystko jest w porządku. Nic chyba nie przebije jednak słynnego pytania do Władysława Bartoszewskiego: "Panie profesorze, w czasie II wojny światowej zginęło sześć milionów Żydów. Dużo to czy mało?".
[za: "Chałturzyłem z panienkami", z Arturem Andrusem rozmawia Robert Mazurek, "Dziennik"]
Potoczne oczekiwanie, że nowa rzeczywistość znajdzie wyraz w nowej literaturze, brało się i bierze z nieporozumienia. Literatura nie oddaje rzeczywistości; nie tę realną, namacalną, w każdym razie. Literatura oddaje rzeczywistość, jeśli można to tak ująć, mentalną, duchową. O ile zaś rok 1989 i jego następstwa przyniosły przełom w sferze materialnej, to sfera mentalna pozostaje tą samą, jaka ukształtowała się w PRL. Tu nie było ani przełomu, ani łagodnej, ewolucyjnej zmiany – choć jest narastająca kontestacja.
III RP, byt politycznie odmienny od PRL, duchowo pozostaje bytem tym samym. Rozliczne dowody tej identyczności wymagałyby obszernego eseju. Mówiąc tylko pokrótce: przede wszystkim, III RP tak samo jak PRL, jest krainą ufundowaną na pewnym założycielskim kłamstwie i od każdego, kto chce dołączyć do jej elit, wymagającą uszanowania owego kłamstwa. Tak jak ongiś Związek Patriotów Polskich, Manifest lubelski oraz „wyzwolenie narodowe i społeczne”, zawdzięczane herosom z PPR, AL i LWP, tak dziś owym kłamstwem jest historyczny sukces Okrągłego Stołu, bezkrwawa transformacja ustrojowa, którą zawdzięczamy dobrej woli i otwarciu na kompromis ludzi „z dwóch stron historycznego podziału”.
Mit założycielski PRL wymagał utrzymywania rozległych sfer tabu; nie inaczej jest z mitem III RP. Nie wolno jest badać szczegółowych okoliczności „reglamentowanej rewolucji”, a zwłaszcza wyników takich badań upubliczniać, by nie podważać tezy o dobrowolnym oddaniu władzy przez generałów. Nie wolno zagłębiać się w wewnętrzne spory w łonie antypeerelowskiej opozycji, nie wolno nawet publikować bez specjalnej autoryzacji uprawnionych do tego ośrodków zapisów z przesłuchań--negocjacji prowadzonych w przededniu okrągłostołowego dilu przez jednego z przywódców zwycięskiej później frakcji opozycji.
Zamiast historii III RP ma niepodlegających żadnej krytyce bohaterów i akademie ku ich czci. Z literatury produkuje głównie laudacje. Warunkiem przynależności do elity tak samo jak PRL czyni wspólne oddawanie czci panteonowi bohaterów nawzajem wystawiających sobie świadectwo przynależności do niego oraz dawanie odporu wrogom i trwanie przy pryncypiach. Podobnie jak w PRL kwitnie więc w niej Orwellowskie „dwójmyślenie”: można na jednym oddechu przyznawać jako rzecz oczywistą i z dawna wiadomą, że bohater miał hańbiący epizod, i ubliżać od kłamców historykom, którzy wiedzę o owym epizodzie, zastrzeżoną dla grona „ludzi odpowiedzialnych”, ośmielili się upowszechnić.
Podobnie jak w PRL ludzie, którzy w prywatnych rozmowach doskonale wszystko wiedzą i nawet chętnie dołączają do towarzyskiego narzekania na panujące stosunki, w wystąpieniach publicznych unikają tych samych tematów jak ognia bądź recytują propagandowe formułki. Ten sam nakaz milczenia, który w PRL zabraniał mówienia o Katyniu, dziś zabrania pamiętać o rzeziach wołyńskich. PRL miał swój rytm przesileń, „pieredyszek”, po których kłamstwo nieuchronnie umacniało się i wracało do rangi podstawowej zasady organizującej rzeczywistość; i tego doświadczyła już w swej krótkiej historii III RP z odwilżą po aferze Rywina, obietnicą „szarpnięcia cuglami” i „oczyszczenia” oraz stopniowym powrotem do dawnego tonu i pogodzenia w małej stabilizacji ze wszechpotężną, rozpanoszoną w życiu publicznym nieprawością.
[Rafał Ziemkiewicz, Wygonić Gombrowicza Conradem, "Rzeczpospolita"] {Wybaczcie tak długaśny fragment, ale wydaje się, że warto się w ten tekst Ziemkiewicza uważnie wczytać i wziąć udział w dyskusji, do której - jak się domyślam - zaprasza sam autor - przyp. GW}
[Rafał Ziemkiewicz, Wygonić Gombrowicza Conradem, "Rzeczpospolita"]
[Paulina Reiter o płycie Reeda, Zorna i Anderson, "Wysokie Obcasy" nr 41/2008, s. 8]
[Daito Manabe Zsynchronizował swoją twarz z odtwarzaną muzyką. Małe impulsy elektryczne wysyłane w takt muzyki wywołują widoczne na filmie skurcze mięśni.]
[Bartosz Żurawiecki, To nie jest świat dla mądrych ludzi, "Przekrój" nr 43/2008, s. 55]
[Całość recenznji, pod tytułem "Bergman w stylu pop", tutaj: ksiazki.wp.pl]

[zgryźliwy tetryk, za: ksiazki.wp.pl]
[Czorny; za: forum Nikona]
Josef Fritzl, sadysta i dewiant, który przez 24 lata więził i gwałcił w piwnicy swoją córkę, zamierza przekształcić swój dom w Posiadłość Grozy. Po wyjściu z więzienia chce utrzymywać się z pokazywania podziemi, w których przetrzymywał swoje ofiary. Liczy na tysiące zwiedzających. Czy bezpodstawnie?
Na pierwszy rzut oka pomysł austriackiego sadysty to jakaś potworna makabreska. Ale czy tak jest na pewno? Przecież od lat kolejki turystów ustawiają się po to, żeby zobaczyć przeróżne sale tortur czy zamek księcia Drakuli w rumuńskim Branie - przy czym, co ciekawe, ten zamek nigdy nie należał do Vlada Palownika, pierwowzoru Drakuli, ale... turyści o tym nie wiedzą.
Josef Fritzl chce zarobić na tym, że ludzie fascynują się cierpieniem, chociaż panicznie boją się zarówno śmierci jak i bólu. Dobrze też wie, że jego zhańbione nazwisko stało się świetnie rozpoznawalną marką. Mało tego - jego plany nie kończą się na pomyśle otwarcia Posiadłości Grozy. Zamierza też sprzedać prawa do napisania książki o swoich czynach za... 10 milionów funtów - pisze "Daily Mirror".
W książce znajdą się szczegóły dotyczące 24-letniego koszmaru, jaki Fritzl zgotował swojej córce. Więziona w piwnicy kobieta urodziła mu siedmioro dzieci. Jedno z nich zmarło. Fritzl spalił jego ciało w piecu.
"On mówi, że chce zarobić te pieniądze dla swojej rodziny, ale tak naprawdę dba tylko o siebie" - podaje źródło gazety.
[Za: dziennik.pl]
[Christopher Hitchens, Listy do młodego buntownika, za: Artur Domosławski, Skandalista Hitchens, "Niezbędnik Inteligenta" wydanie 16, "Polityka" nr 42/2008, s. 17]
["Już nie jestem bulterierem", z Jackiem Kurskim rozmawia Robert Mazurek, "Dziennik"]
Starsza córka, Pola, ma niesamowite zdolności i byłaby z niej doskonała dziennikarka. Dziennikarka polityczna. Czasami jestem w szoku, gdy jej słucham. Jest spostrzegawcza i mądra. Myślę, że gdyby poszła w ślady taty (Tomasza Lisa - red.), mogłaby zrobić karierę. I to nie tylko w Polsce. Iga pisze wiersze. Ma zwyczaj zostawiania mi kartek z wierszami na poduszce. Kiedy jeszcze nie potrafiła pisać, nagrywała swoje opowieści na dyktafon. To było niesamowicie urocze. Zaczęłam nawet kupować jej tomiki z poezją Leśmiana, Pawlikowskiej-Jasnorzewskiej i księdza Twardowskiego. Pola twierdzi, że to bzdety, a młodsza ma łzy w oczach, gdy razem czytamy te wiersze. Przeżywa je i mówi, że są niesamowite - mówi "SE" Kinga.
[Cezary Michalski, Mój społeczny mesjasz, "Dziennik" z 16 października 2008, s. 20]
["Już nie jestem bulterierem", z Jackiem Kurskim rozmawia Robert Mazurek, "Dziennik"]
[Cezary Michalski, Mój społeczny mesjasz, "Dziennik" z 16 października 2008, s. 20] {Przy okazji donoszę, że to setny post na op.cit., gdyby to kogoś interesowało - przyp. GW}
[Całość, pod tytułem "Wszyscy", do przeczytania tutaj]
Dziennikarka nie czuła się na siłach i nie chciała rozwiązywać problemów ludzi sama. Skorzystała z pomocy psychologa, którego podczas sesji pyta o różne rzeczy związane z życiem i egzystencją. Kinga wymyśliła, że może wydać poradnik, w którym pomoże wszystkim potrzebującym tego ludziom.
Byłoby pięknie, gdyby powstała z tego książka, ku pokrzepieniu serc - powiedziała Rusin.
[za: plotek.pl]
Pokrzywdzony jest na oddziale intensywnej terapii. Jego stan jest stabilny.
Do zdarzenia doszło we wtorek około godziny 20. Policjanci przesłuchali personel medyczny oraz pokrzywdzonego. Wstępne informacje wskazują, że mężczyźni leżeli sami na jednej sali.
Pokrzywdzony był odwrócony plecami do 102-latka, gdy w pewnym momencie poczuł silny ból w okolicach łopatki, następnie zauważył stojącego za nim staruszka z zakrwawionym nożem. Rannemu pomocy udzielił personel medyczny. Sprawca został obezwładniony i został przewieziony na odział psychiatryczny.
Niewykluczone, że 102-latek odpowie za uszkodzenie ciała. Grozi za to do 5 lat pozbawienia wolności.
[za: "Gazeta Wyborcza Olsztyn"]
Lech Kaczyński to bliźniak jednojajowy zdominowany przez starszego brata i matkę. To dziecko, które nie potrafi panować nad emocjami [...]
Trzeba zabrać mu zabawki, wziąć z piaskownicy, zaprowadzić do domu i umyć ręce.
[Janusz Palikot komentując fakt, że prezydent postanowił pojechać na unijny szczyt; za: "Dziennik"]
[Cezary Michalski, Demokrata nadzieją Ameryki, "Dziennik", 9 października 2008]
[byko, w komentarzu na efakt.pl pod newsem "Kasia Figura w Playboyu"]
[Joachim Brudziński w Kontrwywiadzie RFM FM, za: onet.pl]
Kiszę. Kisić można prawie wszystko, nie tylko ogórki i kapustę, ale i fasolkę szparagową, czosnek, paprykę, marchew, rzepę, grzyby. Zna pan lepszy zestaw pod wódeczkę niż solona słonina, kiszony czosnek i papryka?
[Dorn: nie jestem wydmuszką, z Ludwikiem Dornem rozmawia Robert Mazurek, "Dziennik" z 4-5 października 2008, s. 19] {Po raz kolejny nie rozumiem, na jakich zasadach działa internetowe archiwum "Dziennika" - kto decyduje o tym co znajdzie się na dziennik.pl, a co nie ma tam prawa trafić? - przyp. GW}
Śpiew muezina przerwany strzałem z pistoletu, po którym rozbrzmiewa skoczna tyrolska polka - takie dzwonki w komórkach robią furorę na północy Włoch. Mieszkańcy tego regionu są zszokowani szerzącym się wśród młodzieży klimatem Trzeciej Rzeszy.
Ale dzwonki to niejedyny dowód na coraz większą fascynację faszyzmem i nazizmem. Młodzi ludzie noszą brunatne koszule, wysoki buty-oficerki, ozdabiają pokoje symbolami Trzeciej Rzeszy.
Czy na północy Włoch rozlewa się sympatia do skrajnej prawicy, z jakiej znana była dotychczas południowa Austria? Wiele na to wskazuje, tym bardziej że radykałowie w Austrii znowu triumfują - zdobyli prawie jedną trzecią głosów. A oba regiony - włoską północ i austriackie południe - dzieli tylko granica.
Dlatego media we Włoszech ostrzegają, że na północy, głównie w Górnej Adydze, "szerzy się klimat Trzeciej Rzeszy". "La Stampa" przywołuje tutaj szokujący dzwonek na komórki, który robi ostatnio furorę wśród młodzieży.
Co na to władze? "La Stampa" cytuje miejscowego prokuratora Cuno Tarfussera, który powiedział, że jest "zdumiony i zaniepokojony". Dodał jednak, że neonaziści są pod ścisłą kontrolą.
wiedzmin: tak zwyczajnie ?
mauser: nie kurwa z efektami specjalnymi...
[Za: bash.org.pl]
[Całość, pod tytułem "O tym, dlaczego czytelnicy i wydawcy powinni posłuchać marszałka Piłsudskiego", tutaj: Witryna Czasopism]
[Santiago Roncagliolo, Czerwony kwiecień, Wydawnictwo Znak, Kraków 2008, s. 214]