Wykształcenie architektoniczne autora daje znać o sobie na każdej praktycznie stronie – momentami można nawet odnieść wrażenie, że Klinau, jakby obawiając się zarzutów o przesadny autobiografizm i popadanie w dygresje, bierze do ręki szczegółową mapę Mińska i ulica po ulicy, pomnik po pomniku, podwórze po podwórze, przeczesuje swoje rodzinne strony. Paradoksalnie, ale wydaje mi się, że najlepszymi fragmentami książki są nie te przewodnikowe („Za placem Kolosa znów wkraczamy na terytorium Mądrości. Po lewej rozciąga się imponujący zespół Pałacu Politechniki [...] Nieco dalej, po prawej, natkniecie się na monumentalną kolumnadę, półkolem wychodzącą na Prospekt. To Pałac Nauki, a za nim kwartał Akademii. Naprzeciwko, po drugiej” i tak dalej, i tak dalej), ale właśnie te, w których autor pisze o swoim dzieciństwie i dojrzewaniu w Mieście Słońca, o białoruskiej szkole, o ojcu, paradach wojskowych, wyprawach po czaszki czy miejskich prostytutkach.


[Całość, pod tytułem "Betonowe Miasto Słońca", do przeczytania na stronach WP.pl]