Agent o twarzy wyposzczonego Andrzeja Gołoty - oczka knura, nieskazitelna muskulatura, niezdradzające przebłysków inteligencji spojrzenie. Bond, który zaprzeczając wszystkim bondowskim dogmatom stał się żałosnym widowiskiem z dominantą scen pościgów, daleko przekraczających możliwości percepcji. Doskonałą, czasem celowo wyolbrzmioną groteskę konstytuującą filmy z Connerym i Moorem zastąpił ton nieznośnego patosu. [...]

Smutek i nostalgia. Zwłaszcza, że przed rokiem czytaliśmy kontrolowane przecieki prasowe, o tym, że z czasem Bond może zacząć gustować w mężczyznach, a odtwórca głównej roli, Daniel Craig, w wywiadach po premierze ostatniego odcinka sugerował, że po prezydencie elekcie, Baracku Obamie, przyszedł już czas na czarnoskórego agenta 007.

Najlepszy polski tłumacz Bondów, Tomasz Beksiński, rozdzierał szaty nad tym faktem prawie 10 lat temu, upatrując w nim czytelnego symptomu upadku cywilizacji. Wydaje się, że miał rację, bo kolejna część przygód agenta Jej Królewskiej Mości otrzymuje świetne recenzje. Pewnie dla zmylenia przeciwnika… przed wprowadzeniem na rynek Bonda pederasty i Bonda Murzyna, którzy ostatecznie zdekonstruują mit szowinistycznego, acz uroczego, agenta.

[Marek Horodniczy, Czarny Bond z fryzurą blond, 44.org.pl]