Proszę położyć się na sofie głową na dół i rozstawić szeroko pośladki - powiedział stary notariusz do Lucylli, po czym umieścił się nad nią, rozciągnął jej nogi, by otworzyć jej damskie wnętrze najszerzej jak to możliwe, by mogło służyć jako nocne naczynie, po czym złożył wydzielinę ze swoich kiszek w postaci pokaźnego kawałka kału w jej najsłodszym miejscu, służącym zazwyczaj jako świątynia miłości. Obrócił się i wepchnął palcem to, co zrobił, najgłębiej jak się dało w jej kobiecość. Przymierzył się znowu i złożył następną porcję i jeszcze jedną, i jeszcze kolejną, za każdym razem powtarzając ceremoniał upychania. Ostatni wcisnął z taką siłą, że mała nieszczęśnica zajęczała boleśnie, co spowodowało szczytowe szczęście naszego libertyna. Napełnianie jej organu ekskrementem, wtłaczanie ile się tylko dało, stanowiło największą rozkosz dla tego ohydnego starca, pozwalającą mu wycisnąć z siebie samego parę zwiędłych kropli jego niegdyś męskiego płynu.


[Fragment z prozy markiza de Sade'a za: Kałużyński & Raczek, Perły kina, Tom IV - Miłość i seks, Instytut Wydawniczy Latarnik, Michałów - Grabina 2006, s. 204-205]