To jest strasznie trudna praca przez kilkadziesiąt minut przekonywać ludzi do zwierzęcia na trzy litery. Ale z drugiej strony pamiętam, że kiedy będąc dzieckiem, zastanawiałem się, kim będę w przyszłości, babcia podpowiadała mi takie zajęcia, przy których "pracuje się w ciepłym" (palacz c.o., stróż nocny w szkole, portier w domu wypoczynkowym). Sądząc po stroju tych pań, im się udało - pracują w ciepłym.
Jakie myśli towarzyszą ci podczas oglądania tych programów prowadzonych przez zgrabne panie?
Że panie są rzeczywiście zgrabne i urocze i że na pewno są wśród widzów tacy, którzy liczą nie tylko na nagrodę finansową, ale też ułożenie sobie życia. I to nie tylko wśród kawalerów. Na pewno jest wielu żonatych mężczyzn, którzy oglądając takie programy, wierzą w to, że swoim głosem tak zaczarują prezenterkę, że ta zaraz po programie osobiście przywiezie im do domu wygraną, a wtedy oni swojej dotychczasowej żonie powiedzą: "To jest Sandra, ona jest z telewizji, mamy 400 zł i zaczynamy nowe życie. Żegnaj".
Jakie według ciebie korzyści dla społeczeństwa płyną z tego typu programów?
Bez nich społeczeństwo nie miałoby pojęcia, że na świecie jest tak dużo zwierząt na trzy litery. I jeszcze coś. Gdyby nie takie programy, społeczeństwo miałoby za dużo pieniędzy, które bez sensu mogłoby wydać na jakieś głupoty.



[Rafał Bryndal rozmawia z Arturem Andrusem; "Gazeta Telewizyjna", 11-17.09.2009, s. 12]

1 Response to "CCLIII To jest Sandra, ona jest z telewizji, mamy 400 zł i zaczynamy nowe życie"

  1. ola says:

    buhahaha