jeszcze z jakiś tydzień. bo różne zamęty i inne zajęcia. a potem - postaram się - triumfalny powrót. także, nie rońcie łez, nie uciekajcie na inne blogowiska i nie spisujcie mnie na straty. wyczekujcie cierpliwie.
Dziwne rzeczy dzieją się na świecie. Zwłaszcza w USA. Oto bowiem pewien nastolatek został porwany przez dwóch innych nastolatków i pod groźbą użycia broni zmuszony do zakupu konsoli PS3.
Jeśli wierzyć policyjnym raportom, 18-letni Kyle Yarkosky z Naples na Florydzie został najpierw porwany, a potem zmuszony do zakupu konsoli Playstation 3 Slim. Ale od początku. Ofiara została uprowadzona przez dwóch innych, uzbrojonych nastolatków: 18-letniego Davida Danielsa i innego "mężczyznę o urodzie azjatyckiej". Yarkosky został uderzony w głowę i zabrano mu portfel, a następnie zaprowadzono go do jego domu, gdzie zmuszono go do zabrania karty kredytowej jego ojczyma i biżuterii.
Wtedy cała trójka udała się do sklepu Wal-Mart, gdzie Kyle miał kupić swoim oprawcom kolejną dubeltówkę. Dział broni był jednak zamknięty, więc porywacze zażyczyli sobie w zamian konsolę Playstation 3 Slim. Po zakupie wyszli ze sklepu, a Yarkosky mógł spokojnie odejść.
Kamery przemysłowe w sklepie zarejestrowały Yarkosky'ego i Danielsa, jak szli przez sklep razem, a materiał wideo z kamer zewnętrznych pokazuje, jak Kyle woła o pomoc, po tym jak Daniels zbiegł ze "swoją" konsolą.
David Daniels wkrótce po tym został aresztowany i postawiono mu zarzuty rozboju z użyciem broni oraz porwania.
Wtedy cała trójka udała się do sklepu Wal-Mart, gdzie Kyle miał kupić swoim oprawcom kolejną dubeltówkę. Dział broni był jednak zamknięty, więc porywacze zażyczyli sobie w zamian konsolę Playstation 3 Slim. Po zakupie wyszli ze sklepu, a Yarkosky mógł spokojnie odejść.
Kamery przemysłowe w sklepie zarejestrowały Yarkosky'ego i Danielsa, jak szli przez sklep razem, a materiał wideo z kamer zewnętrznych pokazuje, jak Kyle woła o pomoc, po tym jak Daniels zbiegł ze "swoją" konsolą.
David Daniels wkrótce po tym został aresztowany i postawiono mu zarzuty rozboju z użyciem broni oraz porwania.
[za: onet.pl]
Niemieccy naukowcy potwierdzili powszechnie znaną prawdę: kobiety płaczą częściej, dłużej i bardziej dramatycznie, niż mężczyźni.
Według niemieckich okulistów, którzy zebrali wyniki różnych badań na ten temat, kobiety płaczą średnio 30-64 razy w roku, zaś mężczyźni tylko 6-17 razy. Płacz mężczyzn trwa statystycznie od 2 do 4 minut, podczas gdy kobiety ronią łzy średnio przez około 6 minut, a w 65% przypadków przechodzą w spazmatyczny szloch. Aż do 13. roku życia nie ma różnic pomiędzy długością i częstością płaczu wśród dziewcząt i chłopców.
Badania wykazały również, że kobiety płaczą głównie pod wpływem wspomnień lub trudnych do rozwiązania problemów, natomiast dla mężczyzn najczęściej spotykanym powodem płaczu jest rozpad związku lub współczucie.
Badania wykazały również, że kobiety płaczą głównie pod wpływem wspomnień lub trudnych do rozwiązania problemów, natomiast dla mężczyzn najczęściej spotykanym powodem płaczu jest rozpad związku lub współczucie.
[za: onet.pl]
Policjanci z podkaliskiego Opatówka zatrzymali w tej miejscowości do kontroli volkswagena passata, którym kierowała 11-letnia dziewczynka. Na tylnym siedzeniu siedziała jej pijana matka z dwoma synami w wieku 2 i 5 lat.
34-letnia Ewa P. miała w organizmie prawie 4 promile alkoholu. W czasie zatrzymania usiłowała wręczyć policjantom kilka banknotów za odstąpienie od czynności służbowych - powiedział PAP Romuald Piecuch z Komendy Wojewódzkiej Policji w Poznaniu.
Jak poinformował, do zdarzenia doszło w czwartek po południu.
Kobietę umieszczono w Policyjnej Izbie Zatrzymań w Kaliszu. Odpowie za narażenie dzieci na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty zdrowia i życia oraz za próbę wręczenia łapówki. Grozi jej do ośmiu lat więzienia. Dzieci policjanci przekazali pod opiekę ojcu.
34-letnia Ewa P. miała w organizmie prawie 4 promile alkoholu. W czasie zatrzymania usiłowała wręczyć policjantom kilka banknotów za odstąpienie od czynności służbowych - powiedział PAP Romuald Piecuch z Komendy Wojewódzkiej Policji w Poznaniu.
Jak poinformował, do zdarzenia doszło w czwartek po południu.
Kobietę umieszczono w Policyjnej Izbie Zatrzymań w Kaliszu. Odpowie za narażenie dzieci na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty zdrowia i życia oraz za próbę wręczenia łapówki. Grozi jej do ośmiu lat więzienia. Dzieci policjanci przekazali pod opiekę ojcu.
[za: onet.pl]
Mołdawskie Ministerstwo Obrony podjęło decyzję o obowiązkowym włączeniu do diety żołnierzy cebuli i czosnku, by pomóc im w ochronie przed świńską grypą. Obie rośliny są w Mołdawii uważane powszechnie za środki wspomagające system odpornościowy.
Naczelny lekarz w resorcie obrony pułkownik Sergiu Vasislita powiedział, że w dziennej diecie każdego żołnierza znajdzie się ok. 25 gramów cebuli i ok. 15 gramów czosnku (co wielkością odpowiada niewielkiej cebuli i kilku ząbkom czosnku).
Doktor Vasislita powiedział, że decyzję o obowiązkowym wprowadzeniu do posiłków żołnierzy cebuli i czosnku podjęto, gdy 24 żołnierzy zachorowało w ciągu dwóch tygodni na grypę A/H1N1. Ogółem na tę grypę choruje ponad 1 000 mieszkańców Mołdawii. Każdego dnia zapada na nią ok. 90 osób.
Siły zbrojne Mołdawii - niewielkiej poradzieckiej republiki graniczącej z Ukrainą i Rumunią - liczą ok. 6 500.
Naczelny lekarz w resorcie obrony pułkownik Sergiu Vasislita powiedział, że w dziennej diecie każdego żołnierza znajdzie się ok. 25 gramów cebuli i ok. 15 gramów czosnku (co wielkością odpowiada niewielkiej cebuli i kilku ząbkom czosnku).
Doktor Vasislita powiedział, że decyzję o obowiązkowym wprowadzeniu do posiłków żołnierzy cebuli i czosnku podjęto, gdy 24 żołnierzy zachorowało w ciągu dwóch tygodni na grypę A/H1N1. Ogółem na tę grypę choruje ponad 1 000 mieszkańców Mołdawii. Każdego dnia zapada na nią ok. 90 osób.
Siły zbrojne Mołdawii - niewielkiej poradzieckiej republiki graniczącej z Ukrainą i Rumunią - liczą ok. 6 500.
[za: wiadomosci.wp.pl]
Michelle Thompson, samotna matka, cierpiąca na syndrom uporczywego podniecenia seksualnego, dzięki któremu osiąga 300 orgazmów dziennie, znalazła w końcu mężczyznę, który będzie w stanie ją zaspokoić - informuje "News of the World".
43-latka przez wiele lat była przekonana, że już nigdy nie spotka mężczyzny swojego życia. Po prostu była zbyt wymagająca w stosunku do swoich byłych partnerów.
Obecnie kobieta jest w związku z 32-letnim sąsiadem, Andrew Carr’em, który jest w stanie kochać się nawet dziesięć razy dziennie ze swoją kobietą.
- Andrew zmienił moje życie. Już nie muszę szukać lekarstwa na moje liczne orgazmy. Znalazłam je – mówi podekscytowana Michelle.
- Zdaję sobie sprawę z tego, że powinnam być szczęśliwa mając tyle orgazmów. Wiele kobiet nigdy nie doświadczyło tej rozkoszy. Ale ta przypadłość zrujnowała moje uczuciowe życie - opowiada 43-latka.
Kobieta opowiada, że większość mężczyzn z którymi się spotykała myślało o sobie w kategoriach "ogier", jednak po pewnym czasie ich pewność siebie znikała.
- On może to robić 24 godziny na dobę. Regularnie biegam do niego do domu i uprawiamy namiętny seks. Długo szukałam kogoś podobnego do Andrew, teraz czuje się jakbym była w niebie - przekonuje Michelle.
43-latka przez wiele lat była przekonana, że już nigdy nie spotka mężczyzny swojego życia. Po prostu była zbyt wymagająca w stosunku do swoich byłych partnerów.
Obecnie kobieta jest w związku z 32-letnim sąsiadem, Andrew Carr’em, który jest w stanie kochać się nawet dziesięć razy dziennie ze swoją kobietą.
- Andrew zmienił moje życie. Już nie muszę szukać lekarstwa na moje liczne orgazmy. Znalazłam je – mówi podekscytowana Michelle.
- Zdaję sobie sprawę z tego, że powinnam być szczęśliwa mając tyle orgazmów. Wiele kobiet nigdy nie doświadczyło tej rozkoszy. Ale ta przypadłość zrujnowała moje uczuciowe życie - opowiada 43-latka.
Kobieta opowiada, że większość mężczyzn z którymi się spotykała myślało o sobie w kategoriach "ogier", jednak po pewnym czasie ich pewność siebie znikała.
- On może to robić 24 godziny na dobę. Regularnie biegam do niego do domu i uprawiamy namiętny seks. Długo szukałam kogoś podobnego do Andrew, teraz czuje się jakbym była w niebie - przekonuje Michelle.
[za: onet.pl]
Nawet jakbym napisał powieść bez geja i lesbijki, to dziennikarze i tak by napisali, że to literatura gejowska. Już nie ucieknę z szuflady. Dziennikarzom są potrzebne etykietki. Pilch to alkoholizm, Świetlicki to magiczny Kraków, a Pasewicz to pedalstwo.
[za: rozmowa z Edwardem Pasewiczem pt. "Czy gej to postać tragiczna?", gazeta.pl]
Kilkanaście dni policjanci namierzali sprawcę kradzieży kamienia, który leżał na jednym z pól w gminie Łęczyca w łódzkim. Trop zaprowadził do 52-letniej kobiety, która - według policji - zabrała ważący kilkanaście ton głaz, bo "chciała udekorować nim swoją posiadłość". Według prawa, kobiecie grozi nawet do pięciu lat więzienia.
Zgłoszenie kradzieży złożył 54-letni właściciel pola. Wartość kamienia wycenił na 500 złotych - poinformowała Agnieszka Ciniewicz, rzeczniczka łęczyckiej policji.
Policjanci po kilkunastodniowych poszukiwaniach ustalili, że podejrzaną jest 52-letnia mieszkanka tej samej gminy. Kobieta jest właścicielką działki budowlanej. Jak wyjaśniła, jadąc drogą zobaczyła na polu kamień i pomyślała, że przyda się do dekoracji jej posiadłości. Na własną ręką więc zorganizowała transport i zabrała głaz z pola.
- Była bardzo zdziwiona kiedy policjanci poinformowali ją, że popełniła przestępstwo, ponieważ kamień stanowi czyjąś własność, a ona go po prostu ukradła - relacjonowała policjantka.
Miłośniczka kamiennej dekoracji usłyszała już zarzut kradzieży. Grozi je za to kara do 5 lat pozbawienia wolności.
Zgłoszenie kradzieży złożył 54-letni właściciel pola. Wartość kamienia wycenił na 500 złotych - poinformowała Agnieszka Ciniewicz, rzeczniczka łęczyckiej policji.
Policjanci po kilkunastodniowych poszukiwaniach ustalili, że podejrzaną jest 52-letnia mieszkanka tej samej gminy. Kobieta jest właścicielką działki budowlanej. Jak wyjaśniła, jadąc drogą zobaczyła na polu kamień i pomyślała, że przyda się do dekoracji jej posiadłości. Na własną ręką więc zorganizowała transport i zabrała głaz z pola.
- Była bardzo zdziwiona kiedy policjanci poinformowali ją, że popełniła przestępstwo, ponieważ kamień stanowi czyjąś własność, a ona go po prostu ukradła - relacjonowała policjantka.
Miłośniczka kamiennej dekoracji usłyszała już zarzut kradzieży. Grozi je za to kara do 5 lat pozbawienia wolności.
[za: tvn24.pl]
Kilka zamieszczonych w tym tomie tekstów jest szczególnie porażających. Reportaże takie jak „Cholera z takim życiem”, „Nara” czy „Źrebak na okresie próbnym” są jak uderzenia młotem w głowę czytelnika. Samobójstwa nastolatków z Witnicy, matka z kalekim synem wyskakująca z siódmego piętra wieżowca, 20-latek zatrudniony na okres próbny w fabryce cukierków, który ginie w mieszalniku do wyrobu cukierków cza-cza. Włodzimierz Nowak nie jest dziennikarzem podążającym tropem sensacji i niewyobrażalnych tragedii, ale człowiekiem, który próbuje zrozumieć „dlaczego”. Jak mogło do tego dojść? Dlaczego nikt nic nie zrobił? Nowak nie zastanawia się nad tym, w jaki sposób zdesperowana matka wyskoczyła z okna. „Czy skoczyli razem, czy ona wzięła go śpiącego na ręce?” - to pytania, które stawiają sobie sąsiedzi, znajomi czy koleżanki 42-letniej Teresy S. Reporter „Gazety Wyborczej” sprawdza czy zadziałały instytucje socjalne. Książka Nowaka – mówiąc nieco patetycznie – jest próbą zmierzenia się z Systemem. Próbą jego prześwietlenia, postawienia niewygodnych i niechcianych pytań, postawienia go w stan oskarżenia.
[Całość, pod tytułem "Polska niewarszawska", do przeczytania tutaj]
Aż 22 Rumunów jechało w Niemczech mikrobusem, zarejestrowanym do przewożenia maksimum dziewięciu osób. Na autostradzie w Hesji mikrobus zatrzymano do kontroli celnej i policyjnej.
Jak poinformowała służba celna, grupa Rumunów - najmłodszy pasażer miał sześć miesięcy, najstarszy 56 lat - wracała do Rumunii po spędzeniu urlopu w Zagłębiu Ruhry.
Wśród pasażerów była m.in. 38-letnia kobieta, poszukiwana w związku z nieodsiedzianą karą więzienia za kradzież. Została zatrzymana. Ostatecznie mikrobus ruszył w dalszą drogę, ale tylko z dziewięcioma osobami. Ci, dla których zabrakło miejsca, musieli się przesiąść do pociągu.
[za: onet.pl] {Zachowałem oryginalny tytuł newsa. Tak głupi, że aż śmieszny - przyp. GW}
Jak poinformowała służba celna, grupa Rumunów - najmłodszy pasażer miał sześć miesięcy, najstarszy 56 lat - wracała do Rumunii po spędzeniu urlopu w Zagłębiu Ruhry.
Wśród pasażerów była m.in. 38-letnia kobieta, poszukiwana w związku z nieodsiedzianą karą więzienia za kradzież. Została zatrzymana. Ostatecznie mikrobus ruszył w dalszą drogę, ale tylko z dziewięcioma osobami. Ci, dla których zabrakło miejsca, musieli się przesiąść do pociągu.
[za: onet.pl] {Zachowałem oryginalny tytuł newsa. Tak głupi, że aż śmieszny - przyp. GW}
Rosyjska policja aresztowała trzech bezdomnych podejrzanych o zabójstwo 25-latka. Mężczyźni zjedli część ciała ofiary, a resztę sprzedali właścicielowi lokalnej budki z kebabami - podaje "Daily Mail".
Podejrzenia pojawiły się, kiedy rozczłonkowane części ludzkiego ciała zostały znalezione w pobliżu przystanku autobusowego na peryferiach rosyjskiego miasta Perm (niespełna milionowe miasto u stóp Uralu, znane głównie z istniejących tam niegdyś stalinowskich łagrów oraz fabryki broni).
- Bezdomni zamordowali swoją ofiarę przy pomocy młotka i noża. Następnie pokroili zwłoki. Część sami zjedli, a resztę sprzedali stoisku z kebabami – ustalili śledczy.
Jak informuje "Daily Mail", badania nie wykazały, czy ludzkie mięso dostało się do sprzedaży.
Podejrzenia pojawiły się, kiedy rozczłonkowane części ludzkiego ciała zostały znalezione w pobliżu przystanku autobusowego na peryferiach rosyjskiego miasta Perm (niespełna milionowe miasto u stóp Uralu, znane głównie z istniejących tam niegdyś stalinowskich łagrów oraz fabryki broni).
- Bezdomni zamordowali swoją ofiarę przy pomocy młotka i noża. Następnie pokroili zwłoki. Część sami zjedli, a resztę sprzedali stoisku z kebabami – ustalili śledczy.
Jak informuje "Daily Mail", badania nie wykazały, czy ludzkie mięso dostało się do sprzedaży.
[za: onet.pl]
Szybko okazuje się, że ówczesna rzeczywistość niekoniecznie była tak barwna i wspaniała, jak dzisiaj myślimy.
Jeśli już o barwach mowa, to wspomnieć trzeba o partyjnych rozkazach związanych z nadchodzącą wizytą Ceauşescu. I tak, jeden z towarzyszy wściekł się na „zakurzone sosny” rosnące obok głównej bramy zakładu. Nie przekonało go nawet to, że drzewa dopiero co umyto szlauchem, dlatego też sprowadzono maszyny z wysięgnikami oraz mężczyzn, którzy pistoletami z farbą przemalowywali sosny na wyglądające jak „te w górach”. Nadgorliwi wyznawcy dyktatora nakazali także przesadzanie kukurydzy (przy drodze sadzono piękniejsze, wysokie i dorodne okazy sprowadzane specjalnie z doświadczalnej uprawy) czy lakierowanie krowich kopyt (najpierw wykluczono wszystkie czarne krowy, gdyż te nie miały „optymistycznego wydźwięku”, a pozostałym „zmodyfikowano” kopyta, bo u rasowych krów powinny one być – jak ich uczono – lśniące).
[Całość tekstu, pod tytułem "Rumunia, czyli Polska", do przeczytaniu w najnowszym "Dwutygodniku"]
[Całość tekstu, pod tytułem "Rumunia, czyli Polska", do przeczytaniu w najnowszym "Dwutygodniku"]
Rewolucyjny plan znanej posłanki! Skoro nie ma pieniędzy na szczepionki dla wszystkich, a co gorsza sama szczepionka nie jest jeszcze przebadana, trzeba rozdać Polakom czosnek - apeluje Nelli Rokita (52 l.). I wzywa do zdecydowanej akcji antygrypowej w szkołach, przychodniach, w zakładach pracy. - Niech premier działa, niech rząd za to zapłaci - grzmi posłanka - czytamy w dzienniku "Fakt".
Efekt murowany, skoro Nelli Rokita tylko czosnkiem i cebulą już nie raz pokonała grypę w kilka dni. - Niech rząd postawi na naturalne środki. Jabłka, czosnek i mleko! - radzi posłanka. Szczególną troską jej zdaniem rząd powinien otoczyć dzieci. - Trzeba rozdać w szkołach jabłka, niech piją mleko, tylko z czosnkiem i cebulą może być gorzej, bo dzieci nie lubią... - przyznaje.
Efekt murowany, skoro Nelli Rokita tylko czosnkiem i cebulą już nie raz pokonała grypę w kilka dni. - Niech rząd postawi na naturalne środki. Jabłka, czosnek i mleko! - radzi posłanka. Szczególną troską jej zdaniem rząd powinien otoczyć dzieci. - Trzeba rozdać w szkołach jabłka, niech piją mleko, tylko z czosnkiem i cebulą może być gorzej, bo dzieci nie lubią... - przyznaje.
[za: wp.pl]
Moja sześcioletnia córeczka z dużym zainteresowaniem oglądała filmy BCC o dinozaurach. Dostała w prezencie kolorowe, gumowe gady. Zauważyłam, że bawi się, jak jeden dinozaur skacze po drugim. Zapytałam co robią zwierzęta? Popatrzyła zdziwiona, że pytam i odpowiedziała, że kopulują. - No to może, on powiedziałby jej teraz coś miłego - zasugerowałam, gdy położyła jedną zabawkę obok drugiej. - Po co mamo, to nie ludzie - odpowiedziała Ania. I zabrała się do lepienia z plasteliny jajek dinozaurów. Dla niej sam akt między dinozaurami był potrzebny, aby pojawiły się dzieci. Już za parę minut pojawiły się maluchy. I zabawa poszła w kierunku wychowywania oraz przygód Stopka i przyjaciół.
[List pani Marii do "Przekroju", nr 45/2009, s. 4]
Subskrybuj:
Posty (Atom)





