Pijani żołnierze w rosyjskim Permie rozjechali dwóch równie nietrzeźwych przechodniów transporterem opancerzonym w drodze do sklepu z wódką.
W nocy z niedzielę na poniedziałek żołnierze jednostki wojsk wewnętrznych (MSW) pod uralskim Permem świętowali przysięgę. Pili na poligonie wojsk MSW, a gdy skończyła im się wódka postanowili uzupełnić zapasy i pijani w sztok wybrali się na zakupy transporterem opancerzonym BMP-2.
Dotarli do pobliskiego sklepu nocnego, ale nie wyszedł im manewr efektownego zawracania na pełnej prędkości i wjechali w pawilon, tratując przy okazji stojących przed wejściem dwóch miejscowych pijaczków. Jeden z nich zginął na miejscu, drugi znajduje się w ciężkim stanie w szpitalu. Żołnierze uciekli natychmiast, a milicja i wojsko rozpoczęły poszukiwania transportera.
Znaleziono go dopiero po postawieniu na nogi wszystkich okolicznych garnizonów. Całe szczęście, bo wypadki z udziałem pijanych żołnierzy, wyprawiających się na wycieczkę ciężkim sprzętem bojowym zdarzają się w Rosji dość często.
W ubiegłym roku pijany czołgista szalał po uralskiej wiosce ciężkim, gąsienicowym zestawem przeciwlotniczym „Tunguska”, rozjeżdżając domy. A wybrał się tylko po butelkę do wiejskiego sklepu.


[za: "Newsweek"]

85-letnia mieszkanka Milicza jak co niedziela szła do kościoła na skróty - przez tory kolejowe. Ale wczoraj na torach stał akurat pociąg, więc kobieta postanowiła się po nim przeczołgać, gdy ten znienacka ruszył
Miliczanka o własnych siłach wróciła do domu, skąd do szpitala zabrała ją karetka. Policjanci wezwani przez lekarzy ustalili, że kobieta mieszkająca niedaleko trasy kolejowej Milicz - Oleśnica idąc na zakupy czy do kościoła, skraca sobie drogę przez torowisko.
W feralną niedzielę wybrała się do kościoła na godz. 8. Ale na torach stał długi pociąg towarowy. Żeby nie nadkładać drogi, staruszka zaczęła czołgać się pod nim. Gdy znajdowała się pod wagonem, pociąg ruszył, miażdżąc jej palce u obu stóp.


[za: gazeta.pl]

Czas zapomnieć o uczuciach i romantycznych wzlotach - wyniki najnowszych badań, przedstawionych w książce Cindy Meston i Davida Bussa, jasno wskazują, że kobiety uprawiają miłość z mniej wyszukanych powodów.
Jak opisuje brytyjski "The Sun" na podstawie książki "Dlaczego kobiety uprawiają seks", panie chętnie współżyją m.in. wtedy, gdy chcą złagodzić stres związany z prowadzeniem domu czy po prostu zabić nudę. Meston i Buss odkryli, że atrakcyjność partnera czy namiętność - znajdują się na dole listy powodów.
- Badania dowiodły, że większość mężczyzn widzi u większości kobiet jakąkolwiek choćby atrakcyjność fizyczną. Jednocześnie, większość kobiet nie widzi u większości mężczyzn żadnej atrakcyjności - mówią autorzy książki, oboje profesorowie z Uniwersytetu w Teksasie.
Co więc sprawia, że kobiety zgadzają się na seks? Jedna z pytanych kobiet odpowiada: - Spałam z kilkoma mężczyznami tylko dlatego, że było mi ich szkoda.
84 procent badanych pań przyznaje, że seks skutecznie zabija domową nudę i rutynę. - Kocham się z nudów, to łatwiejsze, niż kłótnia z partnerem - tłumaczy jedna z kobiet. Badane mówią też o współżyciu dla poprawienia kondycji seksualnej oraz dla zysku: w postaci prezentów lub wykwintnego jedzenia. Niemal co dziesiąta pytana przyznała, że "uprawia seks dla prezentów".
Tylko jedna z tysiąca badanych stwierdziła, że seks to duchowe doświadczenie: - To najkrótsza droga do Boga - dodała.
"The Sun" dodaje, że część pań widzi w seksie dobry sposób na poprawę zdrowia - likwiduje on m.in. migreny czy bóle głowy spowodowane stresem.


[za: onet.pl]
Nowo odkryty rzadki gatunek pająka został nazwany na cześć gwiazdy rocka Davida Bowie'ego - Heteropoda davidbowie. Pisze o tym brytyjski dziennik "Daily Telegraph".
Żółtego, włochatego pająka odkrytego w Malezji nazwano tak, by zwrócić uwagę opinii publicznej na groźbę wymierania licznych gatunków pająków.
Bowie został uhonorowany przez zoologię ze względu na "muzyczny wkład w świat pająków" - pisze gazeta. Jak wyjaśnia, gwiazdor w 1972 roku wydał album "The Rise and Fall of Ziggy Stardust and the Spiders from Mars" (Wzlot i upadek Ziggy'ego Stardusta i Pająków z Marsa).


[za: onet.pl]
- Nie należy czynić niczego, co prowadzi do grzechu: dawać pieniądze na budowanie kościołów, nocnych klubów, kasyn, chlewów do hodowli świń i na wytwarzanie napojów alkoholowych – można przeczytać w podręczniku dla studentów Uniwersytetu Kairskiego.


[za: fronda.pl]
Miłośnik historii wojskowości ze stanu Pensylwania (północny-wschód USA), który odtwarza starą broń palną, ostrzelał z archaicznej armaty dom sąsiadów; pocisk odbił się rykoszetem i uderzył w kolejny budynek, położony niespełna 40 metrów dalej - poinformował portal internetowy Yahoo.com, powołując się na agencję AP.
Pocisk przebił się przez okno oraz ścianę następnego domu i wylądował w szafie ściennej.
Historyk amator, 54-letni William Maser wystrzelił ze swej armaty, będącej rekonstrukcją XIX-wiecznej broni, w środę, sprzed swego domu w miasteczku Georges Township.
W rozmowie z lokalną stacją telewizyjną WPXI-TV tłumaczył, że odtwarzanie XIX-wiecznych armat od dawna było jego hobby; obiecał też nie strzelać już ze swego podwórka.


[za: onet.pl]
Nie wiem jak wypadło to w telewizji, ale 165 złotych wydane na bilet oceniam jako najgłupszą inwestycję życia. Po to by na żywo oglądać drewniaków równie mogłem udać się mecz okolicznych LZSów. Nie rozumiem jednego - Ubekistan liczący bez mała 40 milionów nie jest w stanie wystawić drużyny na poziomie IV ligi mikroskopijnej Holandii.
W III Rzeszy Kiszczakowej nie funkcjonuje nic.
Sportowcy jeśli osiągają już sukcesy to wbrew rządzącym, a już na pewno nie przy ich pomocy.
Złoty medalista olimpijski w skokach trenuje je na korytarzach. Mistrzyni świata rzuca młotem pod mostem.
Nie ma dróg i parkingów. Powrót z Chorzowa do Gliwic (około 20 km)zajął 2 i pół godziny. Gdyby kibice w Niemczech po ligowym meczu ( a mają zwykle tyle samo widzów co ten wczorajszy na Śląskim) musieliby wracać w takim czasie -na mecze nie przychodziłby nawet kulawy pies.
Swoją drogą pozostaje kultura kibicowania.
Na stadionie "śpiewa się" przemiennie Mazurka Dąbrowskiego z "jebać PZPN". "Do boju" - z " kto nie skacze ten z policji". Koło mnie siedział ojciec z może dziesięcioletnim dzieckiem - a tatuś darł się do Irlandczyka schodzącego z boiska (niezłego -strzelca bramki) -"wypierdalaj". Zresztą skandował to cały stadion.
Po wczorajszych naukach od narodu ubekistańskiego i jego kopaczy doszedłem do następującego wniosku:
Jebać to państwo.
Wypierdalać z taką demokracją.


[za: forum Frondy]
Astronomowie znaleźli w naszym najbliższym sąsiedztwie ślady po wielu galaktycznych kolizjach - informuje tygodnik "Nature". Podobną przeżyje (albo i nie) nasza Droga Mleczna. Za dwa miliardy lat zderzymy się z Wielką Mgławicą Andromedy


[za: gazeta.pl]
Nie wiem, czy zdarzyło ci się, czytelniku, obejrzeć film pornograficzny. Nie mam na myśli filmu z wątkami erotycznymi, nawet budzącymi sprzeciw wielu osób, jak choćby „Ostatnie tango w Paryżu”. Chodzi mi o filmy pornograficzne, a więc takie, których prawdziwym i jedynym celem jest od początku do końca wywołanie u widza podniecenia i które przedstawiają rozmaite i zmienne sposoby kopulowania, by ten cel osiągnąć, a wszystko inne liczy się tyle co nic.

Często się zdarza, że o tym, czy dany film jest czysto pornograficzny, czy też ma jakieś wartości artystyczne, muszą decydować sądy. Nie należę do tych, którzy utrzymują, że wartość artystyczna rozgrzesza z wszystkiego bywało już, że autentyczne dzieła sztuki okazały się niebezpieczniejsze dla wiary, obyczaju i powszechnej opinii niż dzieła niższego lotu. Uważam poza Urn, że osoby dorosłe mają prawo do świadomego obcowania z utworami pornograficznymi, w każdym razie, jeśli nie dysponują czymś odpowiedniejszym. Przyjmuję jednak do wiadomości fakt, że czasem trybunał musi zdecydować, czy dany film został wyprodukowany w celu wyrażenia pewnych koncepcji lub ideałów estetycznych (nawet za pośrednictwem scen obrażających poczucie wstydu ogółu), czy też jego jedynym celem było rozbudzenie instynktów widza.

Otóż istnieje kryterium pozwalające określić, czy film jest erotyczny, kryterium oparte na sumowaniu przerw w akcji. Wielkie, ponadczasowe arcydzieło „Czerwone cienie” rozgrywa się wyłącznie (poza początkiem, króciutkimi wstawkami i zakończeniem) w dyliżansie. „Przygoda” Antonioniego składa się z samych przerw w akcji; ludzie snują się, przychodzą, coś mówią, gubią się i odnajdują, ale przez cały czas nic się nie dzieje. Ale ten film ma właśnie powiedzieć, że nic się nie dzieje. Może się to nam podobać albo nie, lecz dokładnie to ma nam przekazać.

Natomiast film pornograficzny, jeśli ma być warty ceny biletu lub wideokasety, powiada nam, że pewne osoby kopulują ze sobą, mężczyźni z kobietami, mężczyźni z mężczyznami, kobiety z kobietami, kobiety z psami lub końmi (zwracam uwagę, że nie ma filmów pornograficznych, w których mężczyźni kopulowaliby z kobyłami lub suczkami; dlaczego?). I to byłoby jeszcze w porządku, ale pełno tutaj przerw w akcji.

Jeśli Gilberto, pragnąc zgwałcić Gilbertę, musi udać się z piazza Cordusio’na corso Buenos Aires, film pokazuje nam, jak samochód Gilberta pokonuje całą tę trasę, nie oszczędzając nam ani jednych świateł po drodze.

W filmach pornograficznych roi się od postaci, które wsiadają do samochodu i przemierzają całe kilometry, od par, które tracą niewiarygodnie dużo czasu na zameldowanie się w hotelu, panów, którzy marnują cenne minuty w windzie, zamiast od razu udać się do pokoju, dziewczyn, które sączą rozmaite trunki i zabawiają się koszulkami i koronkami, a dopiero potem wyznają, że przedkładają Safonę nad Don Juana. Mówiąc prosto z mostu, choć nieco ordynarnie, nim dojdzie do zdrowego spółkowania, trzeba zapoznać się kapkę z problemami komunikacji.

Powody tego stanu rzeczy są oczywiste. Film, w którym Gilberto gwałciłby bez wytchnienia Gilbertę od przodu, tyłu i z boku, byłby nie do wytrzymania. Fizycznie dla aktorów i finansowo dla producenta. Przekraczałby też wytrzymałość psychiczną - widza, aby bowiem doszło do naruszenia obyczaju, w tle musi toczyć się zwyczajne życie. Przedstawienie zwyczajnego życia to dla każdego artysty jedno z najtrudniejszych zadań, natomiast ukazanie zboczenia, zbrodni, gwałtu, tortury jest bez porównania łatwiejsze.

Dlatego film pornograficzny musi pokazać zwyczajny bieg życia - i jest to sprawa zasadniczej wagi, jeśli naruszenie obyczaju ma następnie wzbudzić zainteresowanie - tak jak to pojmuje każdy z widzów. Dlatego, jeśli Gilberto ma pojechać autobusem z A do B, ujrzymy, jak Gilberto wsiada do autobusu i jedzie z A do B. Często irytuje to widzów, którzy chcieliby mieć same sceny gorszące. Jest to wszelako złudzenie. Nikt nie byłby w stanie wytrzymać półtorej godziny scen gorszących. Tak więc przerwy w rozwoju intrygi są koniecznością.

Jeszcze raz od początku. Wchodzisz do kina. Jeśli bohaterowie więcej czasu, niż pragnąłbyś, poświęcają na pokonywanie odległości dzielącej A od B, oznacza to, że oglądasz film pornograficzny.


[za: elpanda]
o, widzę las rąk. każdy z nas jest. czasami jest. jak nie jest jak jest. dwa dni temu oglądam z dziewczyną dokument o czarnych dziurach w kosmosie. oglądamy na dziewczyny brata kompie. no i fajnie jest, czarne dziury zjadają planety milion razy większe od ziemi, narrator buduję napięcie a my się patrzymy w białe plamy na czarnym tle. jest ruch, tak jakbyśmy siedzieli w statku kosmicznym i lecieli między gwiazdami. i lecimy. lecimy. lecimy około pięciu minut, to już była gdzieś połowa filmu. tak, po pięciu minutach skapnęliśmy się, że oglądamy pierdolony wygaszacz ekranu. żadnej reakcji przez jebane pięć minut. 8/10 w skali retardacji.

wczoraj siedzimy w lokalu. mamy niewiele hajsu, zamawiamy pizzę i piwo. czekamy. zagajam o reedycjach płyt radiohead. mówię, że sobie chyba zamówię amnesiaca. a partnerka na to: a z czego zapłacisz za tego amnesiaca, jak ledwo na pizze starczyło. słucham i nie wierzę. patrzę wymownie. w końcu pomiędzy salwami śmiechu dowiaduję się, że amnesiac to drink miał być. "ale dobra nazwa dla drina nie?". no, dobra. 6.5/10


[za porcys.com]
W Wielkiej Brytanii, gdzie odnotowuje się ciągle kolejne przypadki zachorowań na świńską grypę, w walkę z chorobą postanowili włączyć się duchowni. W związku z tym, z kościołów zniknie woda święcona, która zdaniem epidemiologów jest prawdziwym siedliskiem różnego rodzaju drobnoustrojów. Anglikański biskup, John Gladwin, tłumaczy: „Woda w kropielnicy może łatwo stać się źródłem zarażenia i środkiem szybkiego rozprzestrzeniania się świńskiej grypy”.

Ponadto zalecono księżom, aby odwiedzając parafian w domach, byli uzbrojeni w maski ochronne oraz rękawiczki, a także zasugerowano wiernym omijanie z daleka świątyń, jeśli zaobserwują u siebie niepokojące objawy. Duchowni zachęcają jednocześnie, aby zakażone osoby nie traciły stałego kontaktu z kościołem. Sugerują telefoniczne rozmowy z księżmi oraz odwiedzanie stron internetowych lokalnych parafii, jako zastępstwo regularnych wizyt w świątyni.

W Polsce także należałoby zbadać próbkę wody pobranej z kamiennej misy w dowolnie wybranym kościele. Idziemy o zakład, że to siedlisko drobnoustrojów zostawianych tam przez niczego nie podejrzewających wiernych. Ostatnie tego typu badania przeprowadzono w 2002 roku. Próbki wody zostały pobrane z kropielnic na Jasnej Górze. Wyniki jakie uzyskali biolodzy, a opublikował tygodnik „Fakty i mity”, są przerażające – 20 różnych kolonii bakterii coli oraz obecność paciorkowca kałowego to tylko wstęp do całej listy drobnoustrojów bytujących w święconej wodzie. Laborantka w rozmowie z gazetą skwitowała: „To nie woda, ale jakaś chorobotwórcza mieszanina strasznych jadów”. Z niecierpliwością czekamy na reakcję Sanepidu.


[za: papilot]
Wiem, że przepis jest niewiarygodnie trudny, więc proszę o maksymalne skupienie. W pierwszym kroku musimy zagotować wodę. Do wyboru mamy czajnik, czajnik elektryczny lub garnek. W tych oto przyrządach można zagotować wodę.
UWAGA!
Garnek musi być maksymalnie czysty, żeby herbata nie smakowała np. parówkami.
Krok drugi wymaga rzeczy wręcz nieprawdopodobnej! Trzeba znaleźć kubek, o zgrozo, czysty. Jak już podołamy temu trudnemu zadaniu, umieszczamy w środku kubeczka torebkę herbaty ekspresowej. Jeśli ma sznureczek to umieszczamy go poza kubkiem. Jeśli mamy herbatę sypaną, to ja wsypujemy. Mniej więcej tyle, żeby zakryła dno kubeczka.
Krok drugi za nami. Możemy w tym momencie otrzeć pot z czoła - już prawie skończyliśmy. W następnym kroku zalewamy kubek wrzątkiem. Należy przy tym uważać, żeby nie poparzyć sobie paluszków. Teraz czekamy cierpliwie aż się zaparzy. Starodawna sztuka parzenia herbaty mówi, iż herbatę powinno się parzyć... nie znam starodawnej sztuki parzenia herbaty. Ja parzę ją tak długo, póki nie osiągnie odpowiedniej mocy i koloru.
W czasie parzenia warto dodać słodziki w postaci cukru (6 łyżeczek, tylko nie mieszajcie bo będzie za słodka), miodu lub soku malinowego. Po zaparzeniu i osłodzeniu można dodać cytrynę. Wyciskając ją jak szmatę, albo wrzucając ukrojony kawałek.
Jakbyście chcieli podrywać starego marynarza, to konieczne jest dodanie do herbaty trochę rumu. W zależności od ilości rumu, wyjdzie herbata z rumem lub grog (o którym mam nadzieję napiszę w najbliższym czasie).
Wszystko mieszamy oczywiście łyżeczką i pijemy ze smakiem (patrząc sobie podniebienie).


[za: Studenckie gotowanie]
- Podstawowy wskaźnik religijności Polaków w ciągu ostatnich 20 lat pozostaje na niezmiennie wysokim poziomie; wiarę w Boga deklarowało w tym czasie od 93 do 97 proc. ankietowanych - informuje Centrum Badania Opinii Społecznej. CBOS zestawił comiesięczne sondaże religijności Polaków, prowadzone w tym okresie. [...]
Ostatnie dwudziestolecie nie przyniosło też radykalnych zmian w deklaracjach wiary młodych Polaków. Według badań CBOS ciągle nieco ponad 90 proc. osób w wieku od 18 do 24 lat uznaje się za wierzące lub głęboko wierzące. Jak podkreśla Centrum od początku lat dziewięćdziesiątych odsetek respondentów z tej grupy deklarujących się jako głęboko wierzący zmniejszył się niemal o połowę - z około 9 proc. do około 5 proc. Prawie nie zmieniła się w tym czasie liczba osób określających się jako niewierzący. Niezmiennie stanowią oni około 10 proc. badanych w wieku od 18 do 24 lat.


[za: onet.pl]
Lech Kaczyński zachowuje się w stosunku do Rosji tak, jak mąż, który mówi swojej żonie, że jest brzydka - nawet jeśli naprawdę jest brzydka, to informowanie jej o tym na pewno nie umacnia związku.


[Alosza Awdiejew, "Dziennik"]