Przez dwa lata nie palnąłem żadnej bzdury. Teraz po prostu nie odciąłem się od kontrowersyjnej wypowiedzi szefa mojej partii i pan na podstawie tego próbuje udowodnić, że się nie zmieniłem. Nie puściłem żadnego babola przez dwa lata!


["Już nie jestem bulterierem", z Jackiem Kurskim rozmawia Robert Mazurek, "Dziennik"]
Ponieważ w ogóle bezpośrednie kontakty z ludźmi są dla mnie trudne, to dzięki mediom - literaturze, gazetom, telewizji czy internetowi - czegoś się na temat naszego gatunku dowiaduję, a nawet zyskuję zdolność do empatii. Gdybym pojechał wtedy na którąś z mszy papieskich, nic by się może nie zdarzyło. Ale ponieważ śledziłem pielgrzymkę za pośrednictwem telewizji, bardzo realnie mnie ona dotknęła i w sposób istotny przemieniła.


[Cezary Michalski, Mój społeczny mesjasz, "Dziennik" z 16 października 2008, s. 20] {Przy okazji donoszę, że to setny post na op.cit., gdyby to kogoś interesowało - przyp. GW}
Pójdziesz do pracy, przestaniesz mieć złe myśli. Skończy się zamartwianie. Nie będziesz zwracał uwagi na to, że śmierdzi ci z ust. Twój gruby brzuch będzie ładniejszy od grubych brzuchów kolegów i koleżanek z pracy. Koleżanki z pracy będą ci robiły laskę, jeśli tylko uznasz, że tym razem można sobie darować przerwę na kawę. Koledzy z pracy będą ci robić laskę nawet bez kawy, bez przerwy. Twój szef będzie błyszczeć złotymi zębami, a ty zawsze tak bardzo lubiłeś złoto i złote myśli. Weźmiesz kredyt, kupisz sobie dom i prawo jazdy. Kupisz sobie nowy komputer i trochę koksu. Wszystko, co złe, płynie z nadmiaru wolnego czasu, nadmiaru wolnych myśli. Nie wierzysz w Boga, bo miałeś czas o nim myśleć. To, o czym nie myślisz, istnieje.


[Całość, pod tytułem "Wszyscy", do przeczytania tutaj]
W wywiadzie dla magazynu "Viva!" Kinga Rusin przyznała, że ludzie często postrzegają ją jako osobę, która jest w stanie im pomóc. Piszą do niej listy i proszą o rady. Dzięki temu Kinga wpadła na fantastyczny pomysł.
Dziennikarka nie czuła się na siłach i nie chciała rozwiązywać problemów ludzi sama. Skorzystała z pomocy psychologa, którego podczas sesji pyta o różne rzeczy związane z życiem i egzystencją. Kinga wymyśliła, że może wydać poradnik, w którym pomoże wszystkim potrzebującym tego ludziom.
Byłoby pięknie, gdyby powstała z tego książka, ku pokrzepieniu serc - powiedziała Rusin.


[za: plotek.pl]
Na oddziale wewnętrznym szpitala w Elblągu 102-letni pacjent ugodził nożem w plecy 65-latka. Ze wstępnych ustaleń policji wynika, że do ataku doszło bez żadnego powodu.
Pokrzywdzony jest na oddziale intensywnej terapii. Jego stan jest stabilny.
Do zdarzenia doszło we wtorek około godziny 20. Policjanci przesłuchali personel medyczny oraz pokrzywdzonego. Wstępne informacje wskazują, że mężczyźni leżeli sami na jednej sali.
Pokrzywdzony był odwrócony plecami do 102-latka, gdy w pewnym momencie poczuł silny ból w okolicach łopatki, następnie zauważył stojącego za nim staruszka z zakrwawionym nożem. Rannemu pomocy udzielił personel medyczny. Sprawca został obezwładniony i został przewieziony na odział psychiatryczny.
Niewykluczone, że 102-latek odpowie za uszkodzenie ciała. Grozi za to do 5 lat pozbawienia wolności.


[za: "Gazeta Wyborcza Olsztyn"]
Prezydent to bachor, który biega po Europie, szaleje i wrzeszczy [...]
Lech Kaczyński to bliźniak jednojajowy zdominowany przez starszego brata i matkę. To dziecko, które nie potrafi panować nad emocjami [...]
Trzeba zabrać mu zabawki, wziąć z piaskownicy, zaprowadzić do domu i umyć ręce.


[Janusz Palikot komentując fakt, że prezydent postanowił pojechać na unijny szczyt; za: "Dziennik"]
McCain zupełnie świadomie używa Sarah Palin w roli Jacka Kurskiego. Jej atak na Baracka Obamę, który "przyjaźni się z terrorystą i wrogiem Ameryki", był świadomą manipulacją, na którą McCain musiał wyrazić zgodę. Jeszcze do wiosny tego roku McCain był pierwszym wśród Republikanów "zielonym konserwatystą", wierzył w ekologię, w odnawialne źródła energii...


[Cezary Michalski, Demokrata nadzieją Ameryki, "Dziennik", 9 października 2008]
Ta stara pudernica nadaje się do kiszenia kapusty, a nie do sesji w Playboyu.


[byko, w komentarzu na efakt.pl pod newsem "Kasia Figura w Playboyu"]
Jeżeli my jesteśmy eunuchami, to trzymając się tej stylistyki, mogę jedynie powiedzieć, że Ludwik Dorn to wyliniały, co gorsza zgorzkniały wezyr, któremu pozostało kiszenie ogórków.


[Joachim Brudziński w Kontrwywiadzie RFM FM, za: onet.pl]
A tak w ogóle, to co pan porabia?

Kiszę. Kisić można prawie wszystko, nie tylko ogórki i kapustę, ale i fasolkę szparagową, czosnek, paprykę, marchew, rzepę, grzyby. Zna pan lepszy zestaw pod wódeczkę niż solona słonina, kiszony czosnek i papryka?


[Dorn: nie jestem wydmuszką, z Ludwikiem Dornem rozmawia Robert Mazurek, "Dziennik" z 4-5 października 2008, s. 19] {Po raz kolejny nie rozumiem, na jakich zasadach działa internetowe archiwum "Dziennika" - kto decyduje o tym co znajdzie się na dziennik.pl, a co nie ma tam prawa trafić? - przyp. GW}

Śpiew muezina przerwany strzałem z pistoletu, po którym rozbrzmiewa skoczna tyrolska polka - takie dzwonki w komórkach robią furorę na północy Włoch. Mieszkańcy tego regionu są zszokowani szerzącym się wśród młodzieży klimatem Trzeciej Rzeszy.
Ale dzwonki to niejedyny dowód na coraz większą fascynację faszyzmem i nazizmem. Młodzi ludzie noszą brunatne koszule, wysoki buty-oficerki, ozdabiają pokoje symbolami Trzeciej Rzeszy.
Czy na północy Włoch rozlewa się sympatia do skrajnej prawicy, z jakiej znana była dotychczas południowa Austria? Wiele na to wskazuje, tym bardziej że radykałowie w Austrii znowu triumfują - zdobyli prawie jedną trzecią głosów. A oba regiony - włoską północ i austriackie południe - dzieli tylko granica.
Dlatego media we Włoszech ostrzegają, że na północy, głównie w Górnej Adydze, "szerzy się klimat Trzeciej Rzeszy". "La Stampa" przywołuje tutaj szokujący dzwonek na komórki, który robi ostatnio furorę wśród młodzieży.
Co na to władze? "La Stampa" cytuje miejscowego prokuratora Cuno Tarfussera, który powiedział, że jest "zdumiony i zaniepokojony". Dodał jednak, że neonaziści są pod ścisłą kontrolą.


[Za: Paweł Wysocki, Neonaziści reklamują się dzwonkiem w komórce, "Dziennik"]
mauser: kurwa pies mi zdechł...
wiedzmin: tak zwyczajnie ?
mauser: nie kurwa z efektami specjalnymi...


[Za: bash.org.pl]
Jeśli idzie o kącik poetycki – bo i kilkoro reprezentantów rumuńskiej poezji się tutaj znalazło – wybieram dla państwa utwór zatytułowany Dilecta desnuda autorstwa Octaviana Soviany. Śmiałem się do łez czytając ten złożony z 27 krótkich cząstek poemat opowiadający o rozkosznych zbliżeniach osoby mówiącej w wierszu z niejaką Dilectą. Nie potrafię sobie wyobrazić, że mógłby to być poważny utwór liryczny, ale w kategorii literatury kampowej jest to niekwestionowane arcydzieło. Trudno podać tutaj zaledwie fragmenty, bo poemat ten zaskakuje również swoją przemyślaną konstrukcją i rozkwitającymi motywami, ale pozwolę sobie na małe wypiski dla osób, które jednak do omawianej „Lampy” nie sięgną. Fragment (1): „Jak markiz w upudrowanej peruce / z epoki rokoka / piszę na wachlarzu Dilecty / nieprzyzwoite wiersze”. Fragment (15): „Śpię w / głębokim łóżku / Dilecty / jak wielki / królik o / gorącym futrze”. Fragment (23): „Szukam dobra, / prawdy i piękna. / W gorsie Dilecty / znalazłem / dwie kózki”. Warto dodać, że Octavian Soviany jest poważnym autorem setek opublikowanych recenzji i artykułów oraz jednym z najbardziej cenionych komentatorów współczesnych zjawisk w literaturze.


[Całość, pod tytułem "O tym, dlaczego czytelnicy i wydawcy powinni posłuchać marszałka Piłsudskiego", tutaj: Witryna Czasopism]
O drugiej nad ranem przeraził go kolejny koszmar. We śnie był ogień i jakiś kościół. Ktoś uderzał w okrwawione ciało leżące w świątyni. Widział ubranego na biało mężczyznę z limskim akcentem, który był kobietę [Ten limski akcent bił kobietę? I czy limski akcent jest, obok białego ubrania, elementem wyglądu zewnętrznego tego mężczyzny? - przyp. GW]. Widział, jak jej krew spływa na chrzcielnicę, biały obrus na ołtarzu, kielich i ornat. A potem eksplozja, ogień pochłania oboje. Ale mężczyzna nie przestaje bić kobiety, kopać ją leżącą, wrzeszczeć na nią. Chacaltana chciał podejść i bronić jej, więc wkroczył w płomienie. Krzyki wydawały mu się skądś znajome. Przede wszystkim głos mężczyzny wciąż dudnił w jego głowie. Pomocnik prokuratora rozpoznał go. To był ten sam głos, który w innym śnie brzmiał w korytarzu, by wbić mu się prosto w serce. Twarz w krzywym zwierciadle. Głos, który oskarżał go, dobiegając z odległego zakątka trwonionej przez płomienie pamięci. Był coraz bliżej. We śnie Chacaltana nie miał broni, ale był pewien, że da radę pokonać tego dzikusa gołymi rękami. Teraz krew zdawała się nie tyle brudzić kościół, ile go zalewać. Kałuża pod jego stopami rosła, płyn sięgał mu do kostek, do pasa, uniemożliwiał marsz w stronę brutala, który nie przestawał okładać kobiety, choć sam zaczynał się zapadać w czerwonej cieczy. Kiedy dotarł już do niego, złapał go za ramię i zmusił, by na niego popatrzył. Zupełnie jakby obrócił lustro. Agresor miał jego własną twarz.


[Santiago Roncagliolo, Czerwony kwiecień, Wydawnictwo Znak, Kraków 2008, s. 214]